zapewne (nie należę, niestety, do tego pokolenia) dość dobra analiza, choć moim zdaniem przeszarżowana. “Byliśmy dokładnie pośrodku, przecięci na pół niewidoczną kreską.” ładnie to brzmi, ale ten środek autorka ustawia dość arbitralnie. może to moje pokolenie, które pisało maturę w 1989 było bardziej „przecięte na pół”? a może faktycznie, paulina wilk ma rację. jak twierdzi jeden z moich znajomych, dzielimy się na tych, którzy mieli rosyjski w szkołach obowiązkowo i na tych, którzy go nie mieli. ten okres „normalności” zachowany we wspomnieniach (które obejmują okres do 10 roku życia wg. artykułu) to twór na pół realny, na pół eskapistyczny fantazmat, służący samousprawiedliwieniu się. kraina szczęśliwości, do której warszawka wraca w swojej fascynacji peerelowskim oldskulem.
widzę w tym próbę odnalezienia przyczyn rozczarowania. „ach, gdybyśmy nie znali świata sprzed inwazji lalek barbie, pewnie czulibyśmy się teraz jak ryba w wodzie”. nie jestem przekonany. ta woda jest po prostu mętna. paulina wilk twierdzi, że doświadczenie późnego realsocu pozwala zachować większą wrażliwość. nie wiem, czy ma rację.
każde pokolenie ma coś na swoje usprawiedliwienie. ja byłem przez całą edukację wychowywany do życia w realsocu, dlatego trudno mi współczuć temu rozdarciu. jedyne, co faktycznie budzi współczucie, to zajęcie przez starsze pokolenie najbardziej lukratywnych stanowisk w latach 90. kiedy „dzieci transformacji” chodziły do liceów, my już dzieliliśmy nowe terytorium. ale czas to chyba już zatarł.
z drugiej strony, coś prawdziwego jest w tym tekście (jest też o wiele mniej pretensjonalny niż wszelkie pompowane na siłę manifesty „pokolenia nic”). świadczy o tym sam fakt, jak często jest reblipowany. być może faktycznie radykalna zmiana otaczającego świata zostawiła trwalsze piętno na psychice ówczesnych dziesięciolatków, niż na psychice starszych?
wiem tylko, że dorastanie w innym świecie i możliwość mentalnego w tamten świat przeskoczenia sprawia, że trudno jest zajmować jednoznaczne stanowisko. w większości sporów, które ostatnio publicznie toczymy, jestem „za, a nawet przeciw”. może to jest cena za to, że urodziliśmy się za wcześnie?