można by napisać całą grubą księgę o usability używając strony orange.pl.
jest to niezwykła mieszanka błędów projektowych z usterkami w działaniu. na stronie tej można spędzić godziny, błądząc po niej, szukając informacji, zapętlając się (przy czym czasem pętla obejmuje też naszą komórkę, dostajemy na niej jakieś kody, wpisujemy te kody na stronie, potem znowu dostajemy kod i tak możemy w kółko).
mój ulubiony proces to proces pobierania faktur. zacznijmy od tego, że faktury nie można tak po prostu pobrać. i nie chodzi mi o to, że trzeba się zalogować (to oczywiste) i że trzeba podać jeszcze jeden dodatkowy kod (to już mniej oczywiste). faktury się generuje. a więc mamy listę faktur pod wykresem. klikamy pobierz.
orange korzysta wtedy z faktu, że jest siecią komórkową i zamiast poinformować nas, że faktura zaczyna się generować przez stronę, wysyła SMS. jeśli chcemy wszystkie zestawienia (a ja np. często ich potrzebuję), przychodzi seria 4 SMSów. po chwili zaś przychodzi kolejna seria 4 SMSów, że faktury i inne papierki są dostępne. chyba, że “wystąpił błąd” i faktury są niedostępne.
oczywiście strona się nie zmienia, dalej przy fakturze jest opcja “pobierz”, żadnej informacji o tym, że faktury są już dostępne.
więc gdzie są te faktuy? ano na samym dole strony. żeby nie było za łatwo, orange oddziela je klasyczną “spoiler space” na 1000px, dobrze widoczną na powyższym zrzucie ekranu. przewijamy więc w dół i widzimy pusta stronę, nie podejrzewając, że dokumenty, których szukamy czają się gdzieś na spodzie.