brutto
to więcej niż netto

blog marcina jagodzińskiego.

Brutto on Facebook

gdzie są fanpejdże na google+?

mam nadzieję, że nigdzie.

lemiteljuastory: jakieś 12-13 czy więcej lat temu, odwiedziłem pewną firmę (nazwy nie pamiętam), która mieściła się w pałacu kultury gdzieś wysoko-wysoko. bardzo chciałem robić strony internetowe, a chociaż byłem jedną z niezbyt wielu osób, która to mniej więcej potrafiła, wcale nie narzekałem na nadmiar pracy. spotkał się ze mną amerykański właściciel firmy, który opowiedział mi, że tworzą coś w stylu internetowego „yellow pages”, gdzie każda firma ma swoją stronę – i potrzebują kogoś, kto będzie te strony przygotowywał (jak się okazało, akwizycją też miałem się zajmować). pochwalił mi się, że w gronie „klientów” mają np. warszawski hotel mariott. na moje pytanie, po co mariott ma mieć dodatkową stronę u nich, skoro przecież mają już podstronę w światowym serwisie mariotta, nie potrafił mi udzielić odpowiedzi, wyszedłem więc z mocnym poczuciem wtf.

pomysł na strony facebookowe jest niewiele lepszy od pomysłu tego kolesia, żeby każda firma czy organizacja na świecie poza swoją stroną w internecie miała jeszcze dodatkową, na tych jego yellow pages. jest więc pod niektórymi względami gorszy, bo kontrola nad treścią i wyglądem jest jeszcze mniejsza, choć mamy przecież rok 2011.

nie chce mi się nawet wymieniać wad stron facebookowych. są właściwie jedną wielką wadą, zaczynając od koślawej konstrukcji, której dostosowanie do potrzeb jest możliwe w ograniczonym zakresie, przez niemodyfikowalny wygląd, a na fakcie, że fb wyświetla na nich reklamy, z których zyskiem się nie dzieli, kończąc. strony facebookowe to jedno z największych wynaturzeń internetu, jakie widziałem. będziemy pamiętać je być może nawet z pewnym sentymentem, ale nie będziemy żałować, że odeszły w przeszłość.

i najważniejsze: nikt nie potrzebuje strony na Facebooku, nie potrzebuje też strony na Google+. firmy potrzebują kanału komunikacji, nie strony. strony już mają. trzeba teraz sprawić, żeby były one włączone w społeczną infrastrukturę sieci. rozwiązanie facebookowe („to zróbcie sobie jedną stronę ładną i aspołeczną oraz drugą, brzydką i społeczną”) aż razi brakiem pomysłowości. prosty trick na początek, którego FB nie chce wykonać: dlaczego „lajk” pod tym wpisem jest innym lajkiem niż „lajk” pod tym samym wpisem zaimportowanym na FB via aplikacja Tumblera? niech Google pozwoli importować feedy, ale niech feed na Google+ nie będzie czymś, co jest kompletnie oderwane od strony, z której pochodzi. powinien wręcz żyć razem ze stroną, reagować na edycję.

mam ogromną nadzieję, że Google wymyśli coś znacznie lepszego niż FB, bo jestem przekonany, że ma potencjał, by to zrobić. nie trzeba mojego „antystronowego” rantu traktować dosłownie. niech sobie firmy mają profile na Facebooku czy Google, czy gdzie tam jeszcze. ale nie mylmy profili, które powinny być podłączeniem do społecznego ekosystemu sieci, z potworkowatymi fanpejdzami.

Comments
blog comments powered by Disqus